W Szczytnicy koło Bolesławca nieznany mężczyzna samowolnie pozbawił życia potrąconą sarnę – tuż przed przybyciem ekipy Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. Jak wynika z doniesień opublikowanych w mediach społecznościowych, przez cały czas obecny na miejscu policjant nie podjął żadnej interwencji. Sprawa wywołała falę oburzenia wśród internautów i środowisk zajmujących się ochroną dzikich zwierząt.
Do zdarzenia doszło w Szczytnicy, miejscowości w powiecie bolesławieckim na Dolnym Śląsku. Po tym, jak mieszkańcy zgłosili obecność potrąconego zwierzęcia przy drodze, na miejsce został zadysponowany Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. Gdy ratownicy dotarli na miejsce, zastali scenę, która – jak relacjonuje Łukasz Litewka, działacz na rzecz ochrony zwierząt – wstrząsnęła całym zespołem. Nad sarną klęczał nieznany mężczyzna, który chwilę wcześniej własnoręcznie poderżnął jej gardło.
Samosąd zamiast pomocy?
Kwestia, czy sarna miałaby szansę przeżyć, pozostaje otwarta – jednak jak wskazują eksperci zajmujący się rehabilitacją dzikich zwierząt, o życiu lub śmierci potrąconego zwierzęcia powinny decydować wykwalifikowane służby, a nie przypadkowe osoby. Ośrodki rehabilitacji dysponują wiedzą i sprzętem, które pozwalają ocenić stan zwierzęcia i podjąć właściwe działania – w tym, jeśli to konieczne, humanitarną eutanazję pod nadzorem weterynarza. Samowolne zadanie śmierci dzikiemu zwierzęciu przez osobę nieuprawnioną może stanowić naruszenie przepisów ustawy o ochronie zwierząt, która zakazuje znęcania się i nieuzasadnionego zabijania zwierząt.
Gdzie była reakcja mundurowych?
Równie wiele pytań co zachowanie niezidentyfikowanego mężczyzny budzi postawa funkcjonariusza policji obecnego na miejscu zdarzenia. Według dostępnych informacji mundurowy nie podjął żadnych czynności służbowych – nie wylegitymował sprawcy, nie zabezpieczył miejsca zdarzenia ani nie sporządził stosownej dokumentacji. Eksperci prawni wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do potencjalnego naruszenia prawa w obecności funkcjonariusza, ten ma obowiązek reagować. Bierność policjanta w tej sprawie może stać się przedmiotem skargi lub postępowania dyscyplinarnego.
Problem szerszy niż jeden incydent
Zdarzenie w Szczytnicy to nie odosobniony przypadek napięć wokół losu potrąconych dzikich zwierząt na polskich drogach. Jak wynika z danych organizacji prozwierzęcych, rocznie na polskich drogach ginie kilkadziesiąt tysięcy dzikich zwierząt – saren, dzików, jeży czy ptaków. Wiele z nich mogłoby zostać uratowanych, gdyby świadkowie wiedzieli, jak postąpić: nie przemieszczać zwierzęcia na własną rękę i niezwłocznie powiadomić właściwy ośrodek rehabilitacji lub służby weterynaryjne. Samowolne ingerowanie w los rannego zwierzęcia – nawet w dobrej wierze – może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Co dalej z tą sprawą?
Na ten moment tożsamość mężczyzny, który poderżnął gardło sarnie, pozostaje nieustalona. Nie wiadomo również, czy policja podjęła jakiekolwiek czynności wyjaśniające po tym zdarzeniu. Środowiska ochrony zwierząt zapowiadają, że sprawa nie zostanie przemilczana i będą domagać się oficjalnych odpowiedzi zarówno od komendy policji, jak i lokalnych władz.
Czy w tej sytuacji doszło do próby skrócenia cierpienia zwierzęcia, czy też przekroczono granice, które jasno określają przepisy prawa – to kwestia, która wymaga rzetelnej oceny i pełnego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia.
Z jednej strony pojawia się argument o konieczności natychmiastowej reakcji w przypadku ciężko rannego zwierzęcia. Z drugiej – obowiązujące przepisy wskazują, że takie działania powinny być podejmowane przez osoby do tego uprawnione i w określony sposób.
Na ten moment nie są znane wszystkie fakty, które pozwoliłyby jednoznacznie ocenić sytuację.
Ocenę pozostawiamy naszym Czytelnikom. Zapraszamy do dyskusji na ten temat w komentarzach.
Nagranie opublikowane na facebookowym profilu Łukasza Litweki:
Nagranie zostało ocenzurowane ze względu na wizerunek oraz drastyczne zdjęcia.











Jeden komentarz
Nie popieram zachowania faceta ale zrobił w tym momencie więcej niż Ten, który tą sarnę „stworzył”.
Jedno jest pewne – skrócił cierpienie zwierzęciu.
Być może gość jest w temacie i wie o tym w jak szybkim tempie ściąga się odpowiednie służby do takiego zdarzenia, jak przepełnione są schroniska bądź miejsca rechabilitacji dla takich zwierząt, jak ŻADNE dofinansowania rządowe na takie cele nie są przeznaczane, jak brakuje ludzi do pracy ze zwierzętami w potrzebie gdyż lepsze siano jest za ich katowanie, uśmiercanie…itp
Gościu zabawił się w Boga, którego od wielu łaty wielu ludziom i zwierzakom brakuje.
Wg. mnie brawo dla Pana – bo ja bym się nie odważyła – wyłabym przy tej sarnie do wieczora aż prwnie w męczarni sama by skonała. A ja kolejne 2 tygodnie miałabym wycięte z życiorysu.
Amen.
Tak naprawdę nie wiadomo czy facet nie skrócił cierpienia sarence…